<< Grudzień 2018 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
       1
  3  4  5  7  8
1011121415
1718192122
27
31      

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Wtorek 18 grudnia

„Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł: wziął swoją Małżonkę do siebie…”

„Powiedz, co czułeś Józefie święty w godzinę Twego zwiastowania, kiedy Bóg odebrał ci wszystko i wszystko dał ci w zamian?” Józef mógł zatrzymać się na swoim lęku, konsekwentnie realizując swoje zamierzenia i podtrzymując w sobie przekonanie, że tak będzie najlepiej. Mógł. Bóg do niczego go nie zmuszał. A jednak przyszły opiekun Zbawiciela ugiął się przed Bożą propozycją, potrafił schować do kieszeni męską dumę i przeświadczenie o własnej racji. Chociaż nie czuł się komfortowo, pewnie i może pojawiały się myśli, że Bóg tak wiele mu zabiera — cały plan na stworzenie z Maryją dużej i szczęśliwej rodziny. O tym marzył każdy Żyd, a temu jednemu pobożnemu i sprawiedliwemu zostało to odmówione. Kiedy więc dziś ojcowie czują pokusę, by uciec przed podjęciem zadania i przed życiem, które w jakiś sposób się skomplikuje, bo przyjdzie na świat dziecko, mają na wyciągnięcie ręki przykład Józefa. Człowieka, który w swej pokorze podejmuje się roli mężczyzny, roli ojca i męża. „Trwają w nas wiara, nadzieja i miłość, zaś najważniejszą z nich jest miłość”. Jakże bardzo Józef kochał Maryję. Ale zauważmy też, jak bardzo i Maryja kochała Józefa. Kochać to znaczy szukać zawsze dobra osoby kochanej. Kochać to znaczy pragnąć szczęścia dla drugiej osoby. Czasami z własną szkodą, z umniejszeniem siebie, nie szukając własnej korzyści, własnej przyjemności, nie szukając siebie…. Kocha się za nic, kocha się dla kogoś. A źródłem tej miłości jest Bóg. Czy umiesz kochać wzorem Józefa i Maryi?


Poniedziałek 17 Grudnia

"Tak więc od Abrahama do Dawida jest w sumie czternaście pokoleń, od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń, od przesiedlenia Babilońskiegod do Chrystusa czternaście pokoleń..."

Czytamy dziś rodowód Jezusa. Imiona, osoby i ich historie. Za każdym imieniem stoi konkretny człowiek. Bóg kierował całą tą historią. Zaplanował każde wydarzenie, by doprowadzić do przyjścia Chrystusa. Historia ciągu narodzin, które doprowadziły do twojego i mojego pojawienia się na świecie, jest nierozerwalnie złączona z narodzinami, jakie miały miejsce 2 tys. lat temu w Betlejem. Po prostu nie byłoby ciebie i mnie, naszej historii, gdyby nie tamte Narodziny. Nowonarodzony Jezus jest prawdziwym człowiekiem, ale też jest prawdziwym Bogiem, Synem Bożym, który odwiecznie zrodzony jest w Bogu Ojcu. Nasz początek też wykracza poza ziemski porządek natury. W Liście św. Pawła do Efezjan czytamy: „W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”. A zatem nasze poczęcie i narodziny mają swą ponadczasową, odwieczną perspektywę w Bogu. Nawet jeśli nie znamy naszej genealogii, to możemy powiedzieć, że początek naszego rodu jest w Bogu, w Jego odwiecznym zamyśle. „ Może mnie nie znasz, ale ja wiem wszystko o tobie... Wiem kiedy siedzisz i kiedy wstajesz... Wiem dobrze o wszystkich ścieżkach twoich...”(Psalm 139, 1-3). „Na moje podobieństwo zostałeś stworzony...” (1Moj 1,27). ”We mnie żyjesz, poruszasz się i jesteś...”(Dz 17,28). „Z mojego bowiem rodu jesteś...” (Dz 17,28). „Znałem cię zanim się urodziłeś...”(Jer 1,4-5). ”Wybrałem cię zanim zaplanowałem stworzenie...”(Ef 1,11-12). „Nie byłeś pomyłką i wszystkie twoje dni są zapisane w mojej księdze...” (Psalm 139,15-16). „Określiłem dokładnie czas twoich narodzin i miejsce w którym będziesz żyć...”(Dz 17,26). „Jesteś cudownie stworzony...Kształtowałem cię w łonie matki twojej...” (Psalm 139,13) .”Byłem ci podporą od urodzenia...”(Psalm 71,6)."Oddałem wszystko,co kochałem, by zdobyć Twoja miłość." (Rz 8, 31-32). Ale czy Ty "chcesz być moim dzieckiem?"(J 1, 12-13). Czy chcesz być dzieckiem Boga? 


Niedziela 16 grudnia

„Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem.”

Wiele osób pytało Jana o to, co mają czynić. On odpowiadał im krótko i mocno, ukazując im formy przykazania miłości bliźniego. Każdy na swoim miejscu i sytuacji może zapytać „Co mam robić?”. Odpowiedź jest prosta, a jednocześnie trudna: Kochaj i przyjmuj miłość. Jan Chrzciciel kocha swój naród, dlatego, tak odważnie do nich przemawia, nie licząc się z tzw. poprawnością polityczną. On jest Prorokiem, a więc mówi słowa Boże, a jeszcze bardziej już wskazuje na Słowo Boga, którym jest Jezus. Do takiej postawy życia, do takich słów potrzebujemy mocy Ducha Świętego, aby przyjmować Słowo Boże, żeby ono w nas zamieszkało i zrodziło miłość opartą na mocnym fundamencie, czyli na postawie modlitwy i czynu. Najpierw pytam Pana na modlitwie, szukam tego, co dobre, i aplikuje to do swojego życia, do moich czynów. Duch Święty przychodzi do nas ze swoją mocą, z pokrzepieniem naszych słabych sił, z darami, aby oświecić nasz umysł, a serce obdarzyć radością synostwa Bożego. Potrzebujemy też ognia, by zapalić nasze serca boską miłością, aby wypalać nasz egoizm, lenistwo, zachłanność rożnych rzeczy, a tym samym uprościć nasze wzajemne relacje. To jest w nas dzieło Jezusa, który troszczy się i oczyszcza swój Kościół, tak, by był piękną Oblubienica na dzień Paruzji. Może nie raz nie rozumiemy działania w nas łaski Bożej, różnych form oczyszczenia, ale ufajmy mocno w to, że Bóg wie najlepiej czego nam potrzeba, a co nam szkodzi w drodze do pełni szczęścia. Święty Janie Chrzcicielu wspomagaj nas w drodze adwentowego oczekiwania i czujności na przyjście Pana, byśmy razem radowali się obecnością Emmanuela, Boga z nami! Pan jest blisko!


Sobota 15 grudnia

„On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”.

Prorok nie ma łatwego życia. On nie należy do samego siebie, bo został wybrany przez Boga na świadka wobec narodu. To świadectwo kosztuje wszelkie odrzucenie, lekceważenie, obraźliwe słowa, a do tego różne cierpienia. Taką ofiarę poniósł Jan Chrzciciel, który zwiastował przyjście Mesjasza. On miał niepowtarzalną role i misję w historii Izraela. Duch Eliasza rzeczywiście był obecny w jego posłudze nad Jordanem. Każdy z nas, na mocy chrztu świętego został wybrany do podobnej misji, by zapowiadać i wskazywać swoim życiem na przyjście Baranka Bożego – Jezusa, który uwalnia człowieka od grzechów i daje nowe życie, w wolności i miłości. Ogromnie ważne jest osobiste świadectwo życia w przyjaźni z Panem, bo nie można podważyć tego, co było darem od Boga we własnym życiu. Kto doświadczył tej miłości, która wyzwala od wszelkiego lęku, ten może przejść przez wszelką próbę, odrzucenie, wyśmianie, lekceważenie i inne cierpienia. Gdy będziemy przeżywać to w łączności z Panem, to nawet zło, którego doświadczymy od ludzi, On przemieni to na dobro. Nie od razu zobaczymy efekty naszego świadectwa. Jan Chrzciciel zapowiedział przyjście Mesjasza i tyle. Nie doczekał godziny Jezusa, ale swoją misję wypełnił. Postąpili z nim tak, jak chcieli tego możni dworu. Prośmy dziś Pana o taką wierność i wytrwałość w misji jaką każdy z nas otrzymał, byśmy wskazywali innym na Jezusa, Zbawiciela człowieka! Maryjo, prowadź nas po niełatwych ścieżkach wiary i świadectwa!


Piątek 14 grudnia

„Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: "Zły duch go opętał". Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników". A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”.

Adwent jest przestrzenią oczekiwania i spotkania Boga z człowiekiem. Dziś można to odkryć w ewangelii, w której to Bóg przychodzi do człowieka przez konkretne osoby – Jana Chrzciciela i Syna Bożego. Do każdego z nas Bóg ma swoją niepowtarzalną drogę, jakby jeden pas transmisyjny, który mieści w sobie różne wydarzenia, słowa, spotkania i inspiracje. Czy wystarczy człowiekowi pokory, by odkryć niezliczone zabiegi Boga, który krąży wokół człowieka, aby mu opowiedzieć o swojej miłości do niego? Mądrość Boga jest nieskończona w swych znakach, a najbardziej piękną okazała się w ludzkim obliczu Pana Jezusa, który najbardziej kochał przebywać z grzesznikami, z tymi, którzy się z różnych powodów pogubili w życiu, którzy nie doświadczyli prawdziwej miłości. A ta Miłość przyszła do nich w zwyczajnej szacie, w pięknie uśmiechu, w dobrym słowie, dotyku dłoni, w ciepłym spojrzeniu, w rozmowach o tym i owym, w rozmowie w cztery oczy jak przyjaciel z przyjacielem, jak w uroczej kolacji. Nie było potrzeba wielu słów, by przekonać się, że serce zaczyna inaczej bić, bo wystarczyła Jego Obecność. Czy dziś mam czas i otwarte drzwi swojego serca na Tego, który przychodzi właśnie do mnie? Co dziś czuję, kiedy pojawia się nowa szansa na odnowienie radości i miłości w moim życiu, w moim domu, w mojej historii, którą noszę w sobie? Może jakieś wydarzenie z przeszłości utrudnia mi spojrzenie na Boga, który przychodzi, by odnaleźć mnie zagubionego właśnie w tamtym dramacie, który jakoś jeszcze zaciemnia moje serce… Panie, przyjdź dziś do mnie jak i kiedy chcesz, abym ucieszył się światłem nowego życia w przyjaźni z Tobą!


Czwartek 13 grudnia

„Jezus powiedział do tłumów: „Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.”

To zdanie Jezusa może szokować. Jan Chrzciciel był największym prorokiem, który poprzedzał bezpośrednio przyjście Jezusa. On wskazywał ludowi na Baranka Bożego. To był przyjaciel Oblubieńca, ktoś tak bliski przez tyle lat, a tu Jezus podnosi nam poprzeczkę do osiągnięcia królestwa Bożego. Czy nie jest to za trudne dla nas, skoro mamy tyle spraw wokół siebie, często z różnymi brakami, rozproszeni wieloma myślami i uczuciami, że nie starcza nam sił na zdobywanie tego Królestwa? Gdyby tak podejść po ludzku, to ten cel wydaje się być dla nas odległy. Do tego dystansujemy się od tego zdobywania, myśląc, że to jest sprawa tylko dla zakonników, sióstr zakonnych, którzy się poświęcają służbie w Kościele i mają czas na modlitwę. Tak można sądzić, gdyby nie fakt, że Jezus powiedział te słowa do wszystkich uczniów i do tłumów. To jest zaproszenie do walki o Królestwo Boże w sobie i wokół siebie z obietnicą, że Jezus da nam to, co potrzebne do zwycięstwa. Tym terenem walki jest serce każdego z nas, bo codziennie przez nasze serce przebiega setki myśli, a z tych część staje się czynami. Gdy tylko nasze myśli, pragnienia i czyny skierujemy ku większej chwale Bożej, możemy być pewni, że to będzie owocny dzień zmagania. Prosta i ufna modlitwa na początku dnia może umocnić nas do każdej sytuacji, próby i walki jaką będziemy toczyć. Z jednej strony nasz wysiłek, a z drugiej strony łaska Boża, która uzdalnia nas do odpowiedzi na zbawienie, które daje nam Jezus. Jak zawsze pozostaje pytanie o moja wiarę i zawierzenie. Czy dziś ufam Panu bardziej niż wczoraj? Maryjo, Bramo niebios, uproś nam łaskę żywej wiary i wytrwałości w pokonywaniu przeszkód w sobie i wokół siebie, abyśmy zawsze pragnęli przebywać z Jezusem i byli do Niego podobni w miłości i mądrości!


Środa 12 grudnia

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”

Jezus zaprasza każdego z nas do zażyłej wspólnoty ze sobą. Wejście pod jedno jarzmo oznacza wspólnotę przyjacielską, gdzie Jezus z miłości daje pewien ciężar przykazania, ale jednocześnie daje odczuć nam swoją obecność i łaskę. Chodząc razem z Jezusem, przeżywając różne chwile w ciągu dnia można utrzymywać z Nim szczery i serdeczny dialog. Wystarczy zacząć od prostych słów: „Jezu, mój Panie, dziękuję Ci, że jesteś ze mną. Cóż mogę zrobić bez Ciebie? Przede mną tyle spraw do załatwienia, mój mąż/żona, przeżywa trudności w pracy, jest zmęczona, jak mogę jeszcze lepiej jego/ją pokochać? W jaki sposób najlepiej okazać miłość?...” Ten serdeczny dialog, ramię w ramię jak z najlepszym przyjacielem, może być wspaniałym czasem pokrzepienia na duchu, kiedy są sytuacje, sprawy obciążające umysł i serce. Jezus otwiera do każdego z nas swoje ramiona, a tym bardziej Jego serce jest stale otwarte na nasze serce. To w tym Sercu można odnaleźć niekończące się zasoby miłości, łagodności i pokory, by Jezus był widoczny przez nasze czyny, słowa i postawy, by też nie bać się przeżywania swoich uczuć i mówienia o nich naszym bliskim. W ten sposób stajemy się sobie bliżsi przez otwartość na delikatną tkankę naszej duszy, tak jak Jezus otworzył się przed nami i zaprasza, abyśmy w Nim odkryli swoje miejsce, swój dom, nowe siły i radość życia. Panie Jezu, uwielbiam Cię w jarzmie, które razem niesiemy. Uwielbiam Cię w prostocie i zwyczajności mojego życia, które jest darem od Ciebie! Jezu, uczyń moje serce podobne do Twojego serca!


Wtorek 11 grudnia

„Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała?”

Ta historia o zagubieniu i odnalezieniu owcy świetnie pasuje do wymowy adwentu jako czasu oczekiwania na przyjście Jezusa. Warto by zwrócić swoją uwagę i pamięć na takie momenty w życiu, w których byliśmy w sytuacji zagubienia wewnętrznego, kiedy nie rozumieliśmy rodziców i po swojemu urządzaliśmy sobie życie. To może być stan aktualny, gdy przez dłuższy czas nie mieliśmy kontaktu z Panem, z bliskimi, ze wspólnotą, bo jesteśmy zajęci sobą, małymi i większymi problemami. Słowo Ewangelii pokazuje nam żywego Jezusa, który nie ustaje w poszukiwaniach tej jednej i niepowtarzalnej owcy – duszy. Odejście od stada wydaje się być proste, ale samemu już trudno jest wrócić, dlatego pasterz nie boi się podjąć ryzyka zostawienia prawie wszystkich, by odnaleźć tę malutką owieczkę. W ludzkiej logice takie działanie jest niezrozumiałe, ale nie dla Jezusa, który zrobi dosłownie wszystko, aby odnaleźć każdego z nas. Pytanie Jezusa: „Jak wam się zdaje?” jest nadal aktualne, bo stykamy się z różnymi historiami i problemami, a nasza postawa ma odzwierciedlać sposób i styl życia Jezusa, który nie zamykał się w strefie komfortu, ale szukał swoich zagubionych braci i siostry aż do skutku, aż po oddanie swojego życia. Czas adwentu ma nas uwrażliwić na Jezusa, który przychodzi do nas, aby nas odszukać, tych małych dzieci, gdzieś pochowanych, zalęknionych, zranionych przez czyjś grzech, aby ocalić nasze życie, by ono było radosnym uwielbieniem Boga. Jezu, Ty mnie zawsze szukasz, kiedy odchodzę od Twojej miłości, by taplać się w kałuży. Ty dajesz mi najlepszą wodę i sycisz mnie swoją miłością, bądź uwielbiony w Twoim przychodzeniu do mnie!


Poniedziałek 10 grudnia

„On widząc ich wiarę, rzekł: „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”.(…) I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga."

Sytuacja opisana na kartach ewangelii św. Łukasza jest dla każdego z nas powodem do radości. Można by powiedzieć, że wszystkie drogi prowadzą do Jezusa, w którym jest moc Pańska, bo jest On namaszczony – Christos – właśnie do wszelkiej biedy, w tym mojej osobistej biedy, w której jestem bądź jeszcze będę. Dla Jezusa nie ma osób i spraw bez wyjścia. Im większa nasza bieda, słabości, grzechy oraz trudne relacje, tym z większą czułością Jezus pochyla się nad każdą raną, nad takim krańcowym przypadkiem paraliżu, że człowiek już nic nie może. W tym miejscu dotykamy podstawowej prawdy – wydarzenia, kiedy to Jezus zbawił nas przez swoją śmierć i zmartwychwstanie dla darowania nam grzechów i wskrzeszenia duszy. To jest punkt styczny – mój grzech został już pokonany na krzyżu, a mogę tego doświadczać każdorazowo w spotkaniu z żywym Jezusem w Słowie Bożym, odpowiadając wiarą na Jego słowo i przyjmując Go w sakramentach. To w nich działa sam Jezus, bo On mnie oczyszcza, posyła Ducha Świętego, leczy, karmi i umacnia do posługi. Po tym jak sparaliżowany usłyszał słowo Jezusa obudziło się w nim życie. „Dynamit” słowa Jezusa zadziałał powstaniem człowieka, dzięki wierze jego towarzyszy, a wypełniło się w postawie uwielbienia Boga. Do takiej postawy warto dążyć, by uwielbienie wypływało z głębi serca, w którym żyje i działa Chrystus Pan. Maryjo, Niewiasto wierna Słowu Boga, prowadź nas do takiej zażyłości z Jezusem, abyśmy chłonęli Jego Słowo i z wiarą odpowiadali przez pomoc tym, którzy są obok nas, i przynosili do Jezusa te osoby, które są zranione grzechem. Niech uwielbienie Pana będzie na wzór Maryi!


Niedziela 9 grudnia

"Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi."


Czas adwentu to oczekiwanie na przyjście Pana, ale nie bierne czekanie. Każdego dnia Jezus chce spotykać się z nami poprzez Słowo Boże, sakramenty, ale ten szczególny czas dany jest nam po to, by coś się w naszym życiu zmieniło, byśmy w sercu odkryli tę prawdę, że Pan przychodzi indywidualnie, do każdego z nas. Jezus nie chce, byśmy byli cichymi widzami z ostatniego rzędu, patrzącymi jak przybywa ktoś ważny, ale spoza naszego świata, naszej rangi, poza naszym zasięgiem. Jezus pragnie, by każdy z nas w swoim sercu, w swoim domu, w swoim najbliższym otoczeniu, pracy, już teraz żył spotkaniem z Nim, byśmy już teraz przygotowywali się na Jego przyjście z niecierpliwością, z wytęsknieniem. Bynajmniej nie chodzi tu o przygotowywanie się tylko z zewnątrz. Same wielkie zakupy i zdany test białej rękawiczki w zakamarkach naszego domu nic nie zmienią. To w naszych sercach mamy zrobić porządek, powyrzucać gromadzoną, może latami, nienawiść, wyrównać pagórki złych przyzwyczajeń, uzależnień, wyprostować relacje, pozalepiać dziury, jakie grzech wyżłobił w naszej drodze do Pana i teraz ciężko nam do Niego dotrzeć, otworzyć się i pozwolić Mu dać nam przyszłość, jakiej oczekujemy. Panie, otwórz nasze oczy, byśmy potrafili dostrzec, że każdy kolejny dzień adwentu jest dla nas łaską, dziękujemy Ci za nią. "Wyrwij kraty z naszych serc, w których chronimy się przed Tobą", skrusz mury, jakimi się od Ciebie oddzieliliśmy. Ożywiaj Panie nasze serca, niech już drżą radością na myśl o spotkaniu z Tobą. Przyjdź, Wybawicielu, w mocy swej życiodajnej miłości, bądź uwielbiony. 


Sobota 8 grudnia

"Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” Wtedy odszedł od Niej anioł."


Jak bliska i silna musiała być relacja Maryi z Bogiem już w momencie, gdy była nastoletnią dziewczyną, skoro bez wahania przyjęła Boży plan dla niej? Było w niej wiele pytań, niezrozumienia, gdy słyszała, że za jej przyczyną ma się dokonać coś - po ludzku - niemożliwego. Jednak w jej postawie nie przejawia się bunt, sprzeciw wobec tego, co oznajmia jej Anioł. Maryja po prostu z zadziwieniem i pokorą zadaje nurtujace ją pytania. Nie zastanawia się nad tym, czy to nie senne widzenie, co pomyślą ludzie wokół, jeśli to wszystko okaże się prawdą. Maryja, mając żywą relację z Panem wie, że Bóg jest dobry, a więc wysłuchuje pomysłu Pana Boga na jej życie, po czym z pokorą i głębokim zaufaniem przyjmuje wolę Ojca. Zauważmy, że Maryja nie zostaje sama z narzuconym jej do wykonania "zadaniem". Anioł Boży towarzyszy jej cały czas, nie tylko w chwili, gdy zwiastuje jej Boże Narodzenie, ale też wtedy, gdy Maryja potrzebuje wyjaśnienia, światła od Boga danego na jej drogę. Święty Jan od Krzyża powiedział, że do Źrodła idziemy w ciemności, a jedynie pragnienie jest naszym światłem. Panie, obudź w nas takie pragnienie pójścia za Twoim głosem, jak Maryja. Skrusz nasze serca Panie i umocnij je Twoją miłością, byśmy szukali przede wszystkim Twojej woli w naszym życiu i potrafili oddawać Ci całych siebie, jak Maryja. W sercu Twojej Niepokalanej Matki, bądź uwielbiony Panie. 


Piątek 7 grudnia


"(...) Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić”?


Modlimy się prosząc Boga o pomoc w poukładaniu naszego życia, by było dobrze, miło, bezpiecznie i przyjemnie, no i najlepiej - niezbyt trudno. Prosimy o pomoc w trudnej sytuacji, o uzdrowienie w chorobie, o znalezienie miłości "drugiej połówki" dla nas, o łaskę wiary... rzeczy piękne, szlachetne, bardzo potrzebne, które (zbyt) często spędzają nam sen z powiek. Tymczasem Jezus próbuje przebić się przez falę naszych modlitw do naszych serc, zadając nam to pytanie: "Wierzysz, że mogę to uczynić?" Nie podważając ważności i wartości naszych modlitw, zatrzymajmy się dziś na chwilę i odpowiedzmy sobie na pytanie, czy nasze zwracanie się do Pana jest pełnym ufności czułym szeptem do Przyjaciela, proszącym o ratunek, czy wypełnianiem obowiązku dla uzyskania określonego celu w konkretnej sprawie? Czy szukając pomocy zwracamy się do Boga, bo już nic innego nie pomaga, czy zaczynamy od szukania pomocy u Boga, pamiętając, że On jest naszym Ojcem? „Według wiary waszej niech się wam stanie”... Jezu Chryste, bądź uwielbiony, w Tobie mamy wszystko, w Tobie jest pełnia Miłości. W Twojej woli, w Twoim planie dla nas, bądź uwielbiony po wszystkie czasy Panie. 


Czwartek 6 grudnia

"Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale."


Bardzo skupiamy się na tym, czego chcemy. Często sami planujemy swoje życie twierdząc, że najlepiej wiemy co będzie dla nas dobre, z niechęcią słuchając  o rezygnacji, choćby w małym stopniu, z własnych pomysłów. Ale czy to niesamowite, że możemy pójść drogą, którą chce nas poprowadzić sam Bóg? Ten, który stworzył cały świat i jest jedynym, nieomylnym, wszechmogącym Królem i Panem. Możemy wyruszyć w przygodę życia, zawierzając je całe Bogu, bez zostawiania spraw tylko dla siebie, bo "to chcę po swojemu". Jezus da nam życie w obfitości, tylko dajmy się Mu poprowadzić. Może właśnie myślisz nad zmianą pracy, wahasz się przed podjęciem ważnej decyzji? A może nosisz w sobie niespełnione marzenie, albo Twoja pasja leży odłogiem, bo uwierzyłeś, że takie rzeczy to tylko w filmach, że w prawdziwym życiu nie ma na to czasu i zbyt wielkich szans? Prawdziwe życie jest w Jezusie. Oddaj mu ster, a zobaczysz, że niemożliwe, z Nim, nie istnieje. Jezu, Ty pragniesz naszego szczęścia, bądź uwielbiony w pragnieniach, jakie wkładasz w nasze serca. 


Środa 5 grudnia

 

„Żal Mi tego tłumu. (...) nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”.

 

Jezus jest Tym, do którego możemy pójść z naszą niedołężnością, ułomnością. On jest najlepszym lekarzem, który sprawia, że odzyskujemy wzrok, by dostrzec bliźniego, który niemym z gniewu wkłada w serce i w usta słowo "przebaczam". On jest Tym, który godzien jest naszego uwielbienia. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje, że Jezus jest nie tylko jak lekarz, który po wystawieniu diagnozy i udzieleniu pomocy żegna pacjenta. On nie tylko oczyszcza rany i je zabliźnia, ale dalej nieustannie pozostaje cały oddany nam, pełen troski o nasz los, o to, czy nie jesteśmy głodni. Jezus pragnie nas karmić sobą, swoim Słowem, które umacnia, Eucharystią, która uświęca, swoją obecnością, która przepełnia pokojem i daje Boże światło do podejmowania mniej i bardziej ważnych decyzji. Jezus każdego dnia oddaje nam samego siebie, byśmy nie osłabli w drodze, ale krocząc przez naszą ziemską codzienność, doszli do nieba. Jezu, daj nam łaskę dostrzegania Twojej obecnści w naszym życiu w pracy, w codziennych obowiązkach, w drugim człowieku. Jezu, pomóż nam stawać się takimi, jak Ty, obudź w nas niegasnącą radość życia. Wszechmocny, bądź uwielbiony.

 

 

Poniedziałek 3 grudnia

„Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. (...)"

Właśnie rozpoczyna się czas adwentu, oczekiwania na przyjście Pana. Słowa „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój" przypominają, że to również dobry czas, by zrobić w swoim życiu porządki - powyrzucać to, co marnuje nasz czas, odkurzyć to, co w nas dobre, poukładać swoje sprawy tak, by Pan był na pierwszym miejscu. Samemu trudno nam byłoby tego dokonać, nie raz nasze postanowienia co do zmian kończyły się na niczym. Ale... "powiedz tylko słowo, Panie". Ten czas to dla nas dar od Boga, możliwość zmiany swojego życia. Nie w spektakularny sposób. Setnik nie prosił Jezusa o spektakularne widowisko towarzyszące uzdrowieniu jego sługi. Naprawdę wierzył w moc Chrystusa, dlatego z dziecięcą prostotą poprosił o uzdrowienie chorego sługi. Czy w nas jest taka wiara? Co dzisiaj jest w naszym sercu? Może to czas, by wyzbyć się przywiązania do czegoś, co nas zniewala, zabiera radość oczekiwania na przyjście Pana z lęku o to, co by zobaczył, gdyby wszedł pod dach naszego serca...? Panie, ogarnij nas Twoim miłosierdziem, byśmy dobrze wykorzystali ten czas, byśmy byli przygotowani na Twoje przyjście, aby nie było ono dla nas zaskoczeniem, ale wyczekiwanym spełnieniem. Ty, który mimo naszych niewierności, wciąż przychodzisz i kołaczesz do naszych serc, bądź uwielbiony Panie.