<< Luty 2019 >> 
 Pn  Wt  Śr  Cz  Pt  So  N 
      1  2
  4  5  6  8  9
1112131516
1819202223
252627   

Codzienne rozważania (Marek Hawryluk, Paulina Pawlak, Renata Chyży)

Wtorek 19 Lutego

 

„Mając oczy, nie widzicie; mając uszy nie słyszycie?”

 

Bóg jest nieograniczony. Może pomóc zarówno Tobie, jak i innym ludziom. Jeśli wierzysz w to, że On zatroszczy się o wszystko, jeśli z ufnością zanosisz swoje modlitwy, to nie ma rzeczy niemożliwej. Ale jeśli mimo wielu cudów i znaków, wciąż masz wątpliwości, módl się by Jezus uleczył Twój umysł. Byś miał oczy, które widzą i uszy, które słyszą. By Twój umysł nie był otępiały, ale otwarty na cuda i znaki, których Bóg może dokonać w Twoim życiu. Domaganie się znaku jest usiłowaniem wymuszenia czegoś na Bogu. Oczekiwanie na znak jest zbędne tam, gdzie jest wiara. Panie Jezu naucz mnie zamiast czekać na znaki, wierzyć prosto, zwyczajnie, rozumem i sercem. Przecież wszystko co nas otacza jest jednym wielkim cudem!


Poniedziałek 18 lutego

„…a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku…”

 

Dlaczego tak się dzieje, że nie dowierzamy, domagamy się znaków na istnienie Boga. To trudne pytanie, na które odpowiedź wcale nie jest ani prosta, ani oczywista. Być może głównymi winnymi są nasze zmysły? Może nasz brak wiary? A może po prostu nie widzimy Jezusa, który zawsze jest obok nas, gotów nam pomóc w trudnych sytuacjach, lub nie przywiązujemy wagi do Jego obecności? Warto się nad tym zastanowić, gdyż każda próba rozwikłania tej zagadki przybliża nas do prawdy o nas samych. Pozwala też spojrzeć w sposób względnie obiektywny na to, jaka jest nasza wiara, czy tylko powierzchowna, czy też głęboka. To z kolei pozwoli nam przywrócić właściwe proporcje postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. A więc trzeba przypominać sobie te chwile w swoim życiu, gdy Bóg działał cuda. Gdy cię ratował z opresji. Gdy posyłał do ciebie swoich aniołów w postaci życzliwych ci ludzi. Gdy dawał ci pocieszenie – wzrost wiary, nadziei i miłości pośród największej nocy i zamętu. Pamiętasz te cudowne chwile Bożego działania w Twoim życiu?

Niedziela 17 lutego

„Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.”

Słowa błogosławieństw Jezusa są pełne paradoksów. Dla nas są jakoś przystępne, bo już znamy wymowę błogosławieństw i znamy je na pamięć, ale dla ludzi ówczesnych słowa te wydawały się szokujące. Jak ktoś kto jest ubogi ma być szczęśliwy, gdy panuje przekonanie, że tylko bogatym Bóg błogosławi? W jaki sposób dziękować Panu za bycie głodnym, spragnionym, kiedy inni nie dziękują, a mają pod dostatkiem wszystkiego? Dlaczego mam czuć się szczęśliwy, kiedy wokół mnie nie ma najmniejszych powodów do zadowolenia, a wręcz przeciwnie, piętrzą się trudności, ludzie są aroganccy, samolubni, narzekający… Jest tyle powodów do tego, aby wykrzyczeć Bogu „dlaczego tak?”. W takiej sytuacji można żyć przez wiele lat, ale gdy tylko spotkasz się z Jezusem, będziesz z Nim na co dzień w różnych sytuacjach poznasz siłę tych błogosławieństw. Zupełnie inaczej można spojrzeć na te wszelkie trudne sytuacje, gdy tylko poznasz moc Jezusa, jaką okazał w najtrudniejszym momencie swego życia, a więc w ofierze na krzyżu. Po ludzku było to absurdalne, żeby dać się ukrzyżować, ale przez przyjęcie takiego stanu Jezus obrócił krzyż w największe błogosławieństwo dla wszechświata, dla wszystkich ludzi, dla ciebie, abyś nie zraził się swoimi krzyżami, ale odnalazł w nich drogę do światła zmartwychwstania, do pełnego błogosławieństwa, które Bóg daje tym, którzy ufają Mu bez reszty. Taka jest Dobra Nowina, „piękna jak wiosna, ale trudna jak krzyż”. Czy jesteś w stanie dziś popatrzeć w ten sposób na swoje niedostatki, słabości, ograniczenia, jako na okazję do podziękowania Panu i błogosławieństwa? Panie Jezu, bądź wywyższony w moim życiu, w każdym dniu, sytuacjach, które mnie przerastają, w każdym utrudzeniu, poniżeniu, wyśmianiu, i w moich słabościach! Tam niech spływa Twoje błogosławieństwo, abym cieszył się obiecaną nagrodą w niebie!


Sobota 16 lutego

„Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. I jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze, bo niektórzy z nich przyszli z daleka.”

W tym opisie cudownego rozmnożenia chleba można dostrzec pierwszy i podstawowy motyw, którym Jezus się kieruje. Słowa Jezusa brzmią jak słowa zatroskanej matki o swoje dzieci, którym trzeba dać jedzenie na drogę, bo wyjeżdżają na wycieczkę, bo trzeba załatwić różne rzeczy, o których dziecko jeszcze nie wie. W tych słowach Jezusa ujmuje poruszenie Jego serca, które widzi, jak wielu z nich przyszło ze względu na słowa o Królestwie Bożym, jak wielu doznało uzdrowienia, ale Mistrz nie może zapomnieć też o ich podstawowych potrzebach. Jezus zaspokaja ich głód miłości i pożywienia aż do syta, bo Bóg okazuje miłość na różne sposoby i troszczy się o wszystko to, co jest nam potrzebne do życia. Tak stało się po trzech dniach bycia z Jezusem, a dziś to samo się dzieje, kiedy na pierwszym miejscu stawiamy więź z Jezusem i słuchamy tego, co chce nam powiedzieć. Możemy być pewni, że nie puści nas zgłodniałych, bo „jedynie Bóg nasyca człowieka” (św. Tomasz z Akwinu). Czy ufam Panu w każdym położeniu, cokolwiek się dzieje w moim życiu? Czy dostrzegam te drobne znaki i cuda w moim życiu, które są dowodami miłości Boga Ojca? Ten Bóg, który dziś zatroszczył się o ciebie, będzie tak samo troszczył się o ciebie jutro. Maryjo, Ufająca Panu bez reszty, Ty wyśpiewałaś w Magnificat, że Wszechmocny „Głodnych syci dobrami”, prowadź nas w drodze zaufania Bogu, który troszczy się o nas bardziej, niż możemy to sobie wyobrazić! Ucz nas, jak powierzać swoje sprawy, troski i wszelkie braki Jezusowi, który wspaniale zaspokaja każde nasze potrzeby.


Piątek 15 lutego

„On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się!”

Uzdrowienie głuchoniemego miało swoje miejsce z daleka od tłumu, w bezpiecznym miejscu, gdzie mogło dokonać się osobiste i intymne spotkanie z Bogiem – Zbawcą. Za chorobą i niepełnosprawnością człowieka leży konkretna historia, grzech, który zamknął wewnątrz młodego człowieka. Potrzebna była interwencja Kogoś mocniejszego, kto potrafi na nowo stworzyć człowieka i naprawić jego zmysły. W ewangelii dostrzegamy moment kulminacyjny, czyli samo spotkanie z uboczu, pełne bezpieczeństwa, ale nie byłoby tego spotkania, gdyby nie wiadomość o Jezusie, który przechodzi przez Galileę. Pojawiła się nadzieja w tejże rodzinie, żeby zaryzykować i postawić wszystko na Jezusie. Może sam przeżyłeś podobny dramat, kiedy ludzkie czynniki zawodziły, a pozostało tylko wołanie z głębi serca o ratunek z nieba, o interwencję Boga we własnym życiu. Może to był pewien moment nawrócenia z lęku przed Bogiem, którego obraz został ukształtowany przez różne wydarzenia w rodzinie, niekoniecznie dobre, gdzie mogło być wiele złych słów, oskarżeń, przekleństw. I tak małe dziecko mogło zostać zakrzyczane i zamknięte w swojej „twierdzy”. Jezus pragnie dziś dotknąć w nas tych miejsc i spraw, które utrudniają, a wręcz uniemożliwiają właściwy kontakt z drugim człowiekiem przez słuchanie i mówienie. Tak, dziś Jezus woła nad każdym z nas: „Otwórz się!” na nowe życie, na piękne życie w łasce i przyjaźni z Bogiem i bliźnimi. Proces uzdrowienia zależy też od naszej postawy przebaczenia naszym winowajcom i darowania im zła, które popełnili, wyrzeczenie się zemsty, a do tego modlitwa za nich. To po ludzku wydaje się trudne, ale przez spotkanie z Jezusem, który tak wiele uczynił dla mnie, i ze względu na Jego miłość mogę i jestem do tego uzdolniony. Duchu Święty, tchnij we mnie swoją moc, obudź nową miłość, nakieruj moje uszy na słuchanie Słowa Bożego, a słowa moje niech budzą wiarę i nadzieję w bliźnich! Duchu Święty, wierzę, że modlisz się we mnie i uwielbiasz Imię Jezusa w moim sercu!


Czwartek 14 lutego

„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.”

W każdym czasie głoszona jest ta sama Dobra Nowina. I dziś słyszymy, że Pan wyznaczył jeszcze innych posłańców, aby przygotować miejsce dla przychodzącego Zbawiciela. Tak jak w IX wieku Pan powołał dwóch wspaniałych uczniów Cyryla i Metodego, którzy przybliżyli słowa Ewangelii ludności wschodu, tak i dziś Jezus posyła nowych uczniów, aby i oni zanieśli radość Ewangelii tym, którzy cierpią, są złamani różnymi wydarzeniami we własnej rodzinie, zakładzie pracy, którzy są smutni z powodu różnych grzechów i nałogów, a przede wszystkim nie wszyscy poznali osobiście miłości Boga. Zastanawiamy się nieraz z czym pójść do drugiego człowieka, aby przybliżyć mu spotkanie z Jezusem. Najlepszym darem dla bliźniego będzie podzielenie się tym Słowem, które sam otrzymałem od Pana i ono przyniosło owoc w moim życiu, w zmianie myślenia i przeżywania relacji z bliskimi. Papież Franciszek mówi jasno, że „Kościół musi przyjąć te nieuchwytną wolność Słowa skutecznego na swój sposób, w bardzo różnych formach, wymykających się naszym przewidywaniom i łamiących nasze schematy.” ( Evangelii Gaudium, nr 22). Zatem prośmy dziś Ducha Świętego o nowe zstąpienie w nasze serca, o nowy zapał w dzieleniu się tym darem jaki otrzymaliśmy w Słowie i Sakramentach, aby radość promieniowała z naszego życia i zarażała innych ludzi, tych nam bliskich i dalekich, a przez to, by inni otworzyli się na Królestwo Boże, które jest pośród nas! Maryjo, zasłuchana w Słowo i biegnąca z Jezusem, chwyć nas za rękę i serce, abyśmy ogłaszali dzieła Boże, błogosławili i wychwalali Boga w naszych sercach i na ustach! Prowadź nas do naszych braci i sióstr z Dobrą Nowiną!


Środa 13 lutego

„Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!”

W tej ewangelii spostrzegamy jak proste zdanie Jezusa może być niezrozumiałe dla uczniów. W poprzednim epizodzie, kiedy zawiązała się dyskusja między faryzeuszami a Jezusem o zwyczaje starszych i o przestrzeganiu Słowa Bożego, następuje krótka nauka dla tłumu, czyli dla wszystkich. Zasadniczym celem Jezusa jest ciągłe zwracanie uwagi człowieka na własne postawy serca i co się w nim dzieje. To właśnie w sercu dokonuje się codziennie wiele mniejszych i większych decyzji. W tym centrum naszej istoty przebiega codziennie wiele myśli krążących wokół siebie albo wokół Boga i bliźnich, a następnie działamy pod wpływem różnych pragnień, pożądań, lęków, tęsknot, różnych emocji. Patrząc na myśli, słowa i czyny można poznać czy jesteśmy czyści czy nieczyści. Najpierw trzeba przejrzeć się w lustrze, którym jest Słowo Boże, a później prześledzić nasze kroki, te małe, które składają się na całokształt naszego dnia, czy było w nim więcej miłości czy egoizmu, czy więcej mądrości czy głupoty, dążenia do zaspokojenia siebie kosztem bliźniego czy postawy służby w miłości? Powierzmy Panu nasze serca, niech On mieszka w nim i porządkuje nasze nieczystości przy naszym udziale. Nie bójmy się oczyszczenia naszego serca z tego, co nie pochodzi od Boga, co jest naszą nędzą, abyśmy mogli lśnić jak złoto – czyste złoto Bożej miłości, która jak prąd ma przepływać przez nasze serce i dawać innym pokój, radość i miłość! Maryjo, Matko Pięknej Miłości, Ucieczko grzeszników, powierzamy Ci nasze serca, aby one były jak najbliżej Źródła Miłości – naszego Pana, który z czułością pochyla się nad każdą raną i nieczystością w sercu, by na nowo ożyły tak jak w dniu stworzenia człowieka!


Wtorek 12 lutego

„I mówił do nich: "Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. (…) I znosicie słowo Boże ze względu na waszą tradycję, którą sobie przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie.”

Trudno zmierzyć pomysłowość człowieka, a czasem jeszcze trudniej z tym żyć, gdy ktoś uprze się, że tak ma być i koniec. Gdy tworzymy sobie jakiś schemat zachowań wynikający z pewnej tradycji, to przez ten pryzmat, a dokładnie przez serce, wysuwa się na czoło masa porównań, osądów bliźnich, bo oni nie postępują tak jak my… Są z innej partii, z innej wspólnoty, nie myją się tak jak my, a nawet inaczej jedzą… I można tak mnożyć litanię osądów. W tej ewangelii widzimy jak bardzo logika „poprawności” rytualnej rozmija się z prostotą i czystością serca. Warto zauważyć, że skoro Jezus docenia wartość przykazań i Słowa Bożego, to dla faryzeuszów łatwiejsze jest sprytne ominięcie wymagań Bożych, aby po swojemu urządzać sobie życie. Na taką postawę Jezus nie zgadza się i z miłością alarmuje serca faryzeuszów. Wszystkie przykazanie streszczają się w przykazaniu miłości Boga i bliźniego, dlatego to miłość powinna być motywem przestrzegania przykazań i dobrych zwyczajów, aby być bliżej Boga i drugiego człowieka, a tym samym nie komplikować sobie życia. Czy w sercu mam wypisane przykazania Boże i pytam się Pana jak najlepiej postąpić w konkretnych sytuacjach? Jak odnoszę się do pomocy moim bliskim? Czy okazuję im miłość, czułość, zatroskanie, wrażliwość na ich potrzeby? Duchu Święty, uzdolnij nas do pełnienia woli Bożej w zwyczajnych okolicznościach naszego życia, aby bliźni mogli odczuć w nas żywą obecność Jezusa, który wciąż chce działać przez nas!


Poniedziałek 11 lutego

„I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”

Ten krótki opis cudów w ziemi Genezaret ogniskuje w sobie wiele różnych historii ludzi, którzy oczekiwali na poprawę stanu swojego życia, na zmianę jakości życia, które niszczyła choroba. Każda choroba, można by tak rzec, ma swoje źródło w nieładzie, w chaosie wewnątrz organizmu człowieka, co stało się jego brzemieniem po grzechu pierworodnym. Na ratunek człowiekowi Bóg posłał swojego Syna, aby On wziął wszystkie choroby człowieka i uzdrowił całe życie mężczyzny i kobiety. Fizyczne uzdrowienie jest znakiem duchowego odrodzenia człowieka, które możliwe jest przez spotkanie z Jezusem. Zrozumiałe jest powszechne poruszenie wśród mieszkańców ziemi Genezaret, i zdumiewa ich determinacja w przynoszeniu chorych do Jezusa, ale jeszcze bardziej daje do myślenia to, że kładli chorych na miejscach otwartych, tzn. czekali na Jezusa razem, w grupie, we wspólnocie, w której nie bali się pokazać swojej słabości, ułomności, kalectwa. To musiało wzruszyć Jezusa, który nigdy nie pozostaje obojętny na ludzki dramat. On przechodził, a wielu się dotykało z wiarą jego frędzli płaszcza i zdrowieli. Może masz kogoś w rodzinie, kto bardzo choruje, kto niedawno otrzymał diagnozę lekarza o nowotworze i sytuacja w domu zmienia się o 180 stopni. Skoro dziś mamy taką ewangelię, a do tego obchodzimy 27 Światowy Dzień Chorych, to jest to szczególna okazja, by przynieść do Jezusa naszych bliskich chorych, jak również sami prośmy z wiarą o uzdrowienie Jezusa, aby objawiła się Jego moc w naszym życiu i bliźnich, bo On już pokonał każdą chorobę, grzech, a przede wszystkim śmierć, zmartwychwstał i działa cuda w swoim Kościele. Łaska uzdrowienia spłynie na pewno na chorych, więc już dziękujmy Panu za to, co uczyni dla nas przez dar uzdrowienia! Maryjo, Uzdrowienie chorych, powierzamy się Twojej opiece, bo jako Matka jesteś szczególnie bliska swoim słabym dzieciom, które często błądzą, ale pragną być blisko Jezusa. Pomóż nam przyjąć dar uzdrowienia i nowego życia!


Niedziela 10 lutego

"Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci".


Czasem znajdujemy się w takim momencie życia, kiedy każdy nasz "połów" kończy się fiaskiem, jakimś głodem, niespełnieniem, brakiem czegoś. Dziś Jezus przychodzi do nas w swoim słowie przypominając nam, że On przy nas jest. I choć może coś nie udało nam się tysiąc razy, to jeśli wiemy, że walczymy o coś dobrego, mamy się nie poddawać. Jezus mówi Szymonowi, by zarzucił sieci w momencie, gdy okoliczności wcale ku temu nie sprzyjają. On wie, że jest Bogiem wszechmogącym. Dlatego też my, jeśli pełnimy wolę Bożą, nie zniechęcajmy się w trudnościach i upadkach. Pamiętajmy, że Pan zawsze zdąży, bo On najlepiej wie, kiedy jest odpowiedni czas na wszystko, co dzieje się w naszym życiu. Boże, przymnóż nam wiary, abyśmy w obliczu trudności, sytuacji podbramkowych, nie zwątpili. Duchu Święty, otul nas Twoim pokojem, napełnij Twoim światłem, abyśmy w trudnych momentach naszego życia, w sytuacjach po ludzku beznadziejnych, mieli ufność w Tobie.


Sobota 9 lutego

"A On rzekł do nich: "Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco".


Uczniowie Jezusa wypełniali Jego wolę, czynili dobro, poświęcając swój czas, swoją siłę i energię. Jak czytamy w dzisiejszej Ewangelii - nie raz nie mieli czasu na to, by zjeść, czy odpocząć po przebytej drodze. Wielu ludzi czekało na ich pomoc, na ich modlitwę, uzdrowienie, naukę. Potrzebujących przybywało. Tymczasem Jezus wysyła uczniów na pustkowie. Dlaczego? Kiedy Jezus się modlił, oddalał się od reszty, wychodził na osobiste spotkanie z Bogiem, sam na sam. To nam pokazuje, że to od Ojca mamy czerpać siłę potrzebną do pełnienia swojej codziennej misji. Nawet oddanie innym nie zastąpi relacji z Bogiem i może stać się zwyczajną rutyną. Jeśli nie będziemy pośród obowiązków znajdować czasu dla Boga, zatracimy sens naszych działań. Prośmy Boga o to, byśmy nie tracili Go sprzed oczu. Aby zawsze nasz wzrok był utkwiony w Nim, a wszystko, co dzieje się wokół, było dodatkiem. Panie, utwierdź nas w Tobie, byśmy nie zaczęli tonąć w otchłani codziennych spraw. Bądź uwielbiony w powołaniu każdego z nas i umacniaj nas Twoją miłością, by wszystko, co czynimy, przynosiło Tobie chwałę.


Piątek 8 lutego

"A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę."


Jan Chrzciciel był jakby "głosem sumienia" Heroda. Choć ten postępował źle, nie bacząc na napomnienia i żyjąc z żoną swego brata, to czuł szacunek do osoby Jana, co więcej - "brał go w obronę". Tak, jakby czuł lub po prostu wiedział, że prawda jest nie w jego związku z Herodiadą, ale w słowach Jana. A z pewnością tak było - w związku, w relacji kierowanej rządzą, chęcią posiadania, nie ma miejsca na prawdziwą miłość. Herodiada chciała kierować Herodem, mieć nad nim panowanie, posługując się nieuczciwymi zagrywkami. Głos prawdy nie był dla niej korzystny. A czy my czasem nie postępujemy w swoim życiu podobnie? Czy nie jest tak, że odsuwamy od siebie napomnienia? Czy nie uciekamy od osób, którym zależy na naszym zbawieniu, ale ich rady są dla nas niewygodne i wzięcie ich sobie do serca wymagałoby wyrzeczeń i pracy? Nie bójmy się prawdy, bo "tylko prawda nas wyzwoli". Panie, daj nam światło Ducha Świętego, byśmy potrafili rozpoznawać, co jest drogą do Ciebie, co jest prawdą i życiem. Daj nam odwagę, byśmy umieli odrzucać od siebie grzech, który wskazuje nam sumienie. Umocnij w nas Boże to, co prawe i dyktowane prawdziwą miłością.


Czwartek 7 lutego


"Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch."


Już będąc w przedszkolu czy podstawówce, kiedy chodziliśy całą klasą na spacery, dobieraliśmy się w pary. Również na lekcjach najczęściej siedzieliśmy po dwoje. Przy różnych okazjach w ciągu naszego życia wiele sytuacji rozpoczyna się od zwrotu "Proszę dobrać się w pary". Nie bez przyczyny Pan włożył w nasze serca pragnienie bliskości innych, poczucia, że ktoś przy nas jest. Czasem otacza nas wiele osób, ale mimo to, czujemy się samotni, bo brak nam relacji. Niezależnie od naszego powołania czy stanu, jesteśmy stworzeni do życia z drugim człowiekiem. Jest to oczywiste jeśli chodzi o małżeństwo, ale nie tylko. Nawet budząc się w pustym mieszkaniu czy celi zakonnej możemy być szczęśliwi i czuć się kochani, kiedy wiemy, że Bóg jest przy nas także w bliskiej nam osobie, na którą możemy liczyć. Każdy z nas potrzebuje bratniej duszy, ale to wymaga szczerego otwarcia się przed drugą osobą. Zastanówmy się, czy nie jest tak, że czujemy się samotni, bądź narzekamy na brak przyjaciela, a jednocześnie hamuje nas lęk przed pokazaniem komuś siebie, nie tylko od najlepszej strony? Każda relacja, zwłaszcza bliska, wiąże się z ryzykiem zranienia, jednak jest tego warta, gdy nagrodą jest prawdziwa, głęboka przyjaźń. Zaryzykujmy, doceńmy tych, którzy mają dla nas czas, którzy chcą nam go dawać, a może ich zbywamy tłumacząc się brakiem czasu. Panie, bądź uwielbiony w każdym człowieku, jakiego przed nami stawiasz, w każdej relacji. Bądź uwielbiony Jezu, który przychodzisz do nas w innych ludziach.


Środa 6 lutego

"Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony". I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu (...)".


Znając kogoś od dziecka, najczęściej mimowolnie mamy wyrobioną opinię o tej osobie, poprzez doświadczenia z nią związane, okoliczności wspólnego dorastania, środowisko, w jakim się wychowywaliśmy. Zapytani o nią, nawet nie musimy zbyt wiele rozmyślać, ale jesteśmy gotowi "z automatu" coś o niej powiedzieć, bo wydaje nam się oczywiste, że ją znamy. Ciekawym doświadczeniem są szkolne spotkania po latach, na których nierzadko można doświadczyć szoku, bo nagle gruby stał się chudy, ta, która zawsze milczała dziś robi karierę dziennikarki, a klasowa "wschodząca gwiazda" zgasła szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Czasem takie zdziwienie ogarnia nas również, gdy od obcej osoby usłyszymy o kimś bliskim coś, czego byśmy się nie spodziewali. Może to być np. komplement w stronę rodzeństwa typu "twój młodszy brat ma naprawdę niezły głos, zrobił forurę na ostatniej imprezie jak zaśpiewał na karaoke". I nie raz dopiero taka niezręczna sytuacja sprawia, że zaczynamy inaczej na kogoś patrzeć, bo w jakiś sposób nas to uwiera, że moja siostra czy brat otworzył się przed kimś obcym, a przez moje żarty o solówkach pod prysznicem mnie się krępuje. Spróbujmy dziś dostrzec DOBRE rzeczy w osobach z naszego otoczenia, z naszej rodziny, z którą żyjemy na codzień i powiedzmy im to! Prosto w oczy, z dumą, miłością i uznaniem. Z pewnością w każdym można znaleźć coś pięknego. Ale aby móc dostrzec w ludziach cuda, potrzebna jest nam wiara w nich. Jezus pokazuje nam, że prawdziwa miłość może zaczynać się nie hen daleko, ale tu i teraz, w miejscu, w jakim jesteśmy. Nie lekceważmy naszych najbliższych, których przecież nie przypadkowo dał nam Pan w darze. Podziękujmy dziś za nich i uwielbiajmy Boga w naszych rodzinach. Niech chwała Boża zagości w każdym Domu.


Wtorek 5 lutego

"(...) padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju (...)".


Chyba każdy z nas zna to uczucie lekkości, pokoju w sercu, kiedy w konfesjonale zostawiamy cały dźwigany na sumieniu ciężar. Może czasem czujemy się jak w błędnym kole, wracając niebawem do Pana z powrotem z na nowo popełnionymi grzechami. Może czasem jest nam zwyczajnie głupio przed Panem, że znowu, kolokwialnie mówiąc, "daliśmy ciała". Jednak wiemy, że nikt ani nic innego niż sam Bóg, nam nie pomoże. To wiara w to, że Jezus nas oczyści i ocali sprawia, że na nowo odnajdujemy drogę do Pana, który wypełnia nas swoim pokojem i miłością. Pierwszy krok należy do nas - by pójść do Pana i wyzbyć się tego, co nas od Niego oddziela. Wypowiedzmy Mu prawdę o sobie, a ona nas wyzwoli. Ta sytuacja z dzisiejszej Ewangelii pokazuje coś jeszcze: wielokrotnie człowiek kryje w sobie jakieś cierpienie, które może zostać uleczone przez obecność i wysłuchanie przez drugą osobę. A ja? Kiedy ostatni raz z uwagą wysłuchałam kogoś, kto był strapiony? Czy zwracam uwagę na czyjś smutek, czy dla własnej wygody pospiesznie mówię "trzymaj się, do zobaczenia"? Panie, naucz nas patrzeć na drugiego człowieka jak Ty - z pełną miłością i troską, byśmy dla Twojej chwały stanowili jedno.